Turystyka po Pogórzu Strzyżowsko-Dynowskim  

Rezerwat Przyrody Góra Chełm

Rezerwat "Góra Chełm" usytuowany jest na Pogórzu Strzyżowskim, pomiędzy potokiem Stępinka - dopływem Wisłoka, a górą Klonową.
Leży na terenie gminy Frysztak i Wiśniowa w Czarnorzecko-Strzyżowskim Parku Krajobrazowym. Powstał w 1996 roku w celu zachowania ze względów naukowych, dydaktycznych i krajobrazowych jedynej w województwie rzeszowskim enklawy lasów bukowych porastających "Górę Chełm" oraz wspaniałych zespołów źródliskowych. Powierzchnia rezerwatu wynosi ok. 155 ha.
W rezerwacie występują m.in. takie rośliny chronione jak: wawrzynek wilczełyko, skrzyp olbrzymi, tojad mocny, listera jajowata, gnieźnik leśny i inne. Również wiele gatunków zwierząt znajduje tu odpowiednie warunki do życia, np. dziki, sarny, borsuki, jastrzębie, krogulce, sowy uszate i grubodzioby.

Legendy

Z Górą Chełm i kapliczką która stoi na szczycie wiąże się wiele legend oraz podań. Niektóre podania były przekazywane z pokolenia na pokolenie od bardzo wielu lat, a mimo to pozostają w niezmienionej formie. Góra Chełm była zapewne w dawnych czasach miejscem kultu pogańskiego. Wniosek taki można wysnuć nie tylko z racji jej położenia, ale również późniejszych wydarzeń. Po przyjęciu chrześcijaństwa, w ramach zwalczania starych kultów, cystersi z Koprzywnicy zbudowali na Chełmie kaplicę, w której w Wielką Niedzielę odprawiana była msza. Tradycja odprawiania tej mszy przetrwała do okresu powojennego. Obecnie tradycja ta zanikła. Obraz w kapliczce jest wierną kopią zaginionego później w niewyjaśnionych okolicznościach oryginału. Kopię wykonał w 1965 roku p. Franciszek Papuga z Frysztaka, ponieważ oryginalny obraz był w złym stanie. Wykonał ją bezpłatnie i umieścił oryginalny obraz pod kopią, między dwoma szybami, po poświęceniu obrazu przez proboszcza z Pstrągówki - ks. Krauza. /Wg p. Józefy Pietruszki/. Po jakimś czasie stwierdzono, że oryginalne dzieło oraz bardzo stary krucyfiks zniknęły. Pozostał zwyczaj odwiedzania Chełmu w Wielką Niedzielę. Przybywający, często nie wiedzą, dlaczego przyjechali z dalekich nawet stron.

1. Król Węży

Najstarsza z legend mówi o tym, że na górze Chełm znajdowało się w przeszłości miejsce pradawnego kultu, tak starego, że legendy o nim krążyły już wśród Słowian. Kiedy na tych ziemiach pojawiło się chrześcijaństwo, w ramach zwalczania pogaństwa, bracia z Zakonu Cystersów w Koprzywnicy wznieśli na Chełmie kaplicę i poświęcili ziemię. W ten sposób udało im się rzekomo przepędzić z tego miejsca tzw. Króla Węży. Rzekomo, bo jeszcze przed II wojną światową najstarsi mieszkańcy okolicy przestrzegali aby w dniach przesilenia wiosennego i jesiennego nie zapuszczać się na górę. Szczególnie gdy dni te były chmurne i deszczowe. Podobno wśród koron starych drzew można było natchnąć się wtedy na przerażającą istotę będącą w połowie wężem a w połowie człowiekiem. Nieliczni byli w stanie uwolnić się spod hipnotycznego wzroku bestii i uciec.

2. Cudowne ocalenie od Tatarów.

Około wieku XIV tereny te zostały najechane przez dzikich i bezwzględnych tatarów. Najeźdźcy plądrowali i palili wioskę po wiosce nie okazując litości nawet dzieciom i kobietom. W oczekiwaniu na reakcję wojska spanikowana ludność wraz z resztkami dobytku schroniła się w pobliskim lesie. Chciwi napastnicy otoczyli las przekonani, że prędzej czy później głód i pragnienie zmuszą uciekinierów do wyjścia. Tak by się niewątpliwie stało bo z czasem wieśniakom rzeczywiście zaczął doskwierać brak wody. Jednak pewnej nocy jednemu z mężczyzn przyśnił się sposób na ocalenie. We śnie otrzymał instrukcję aby udać się po wodę do najbliższego oczka wodnego w okolicy, w tym czasie strudzeni Tatarzy mieli spać. Mężczyzna tak też uczynił i przez nikogo nie niepokojony dotarł do niewielkiego stawu. Tam, w lustrze wodnym ukazała mu się Matka Boska i nakazała aby zaczerpnął nieco wody, zaniósł ją do lasu, wykopał niewielki dołek i wlał do niego przyniesioną wodę. Wystraszony wieśniak uczynił jak mu polecono i w miejscu dołka wytrysnęło źródełko z życiodajną cieczą. Tym sposobem ludność przetrwała w lesie i doczekała nadejścia odsieczy. W podziękowaniu za cudowne ocalenie wdzięczni chłopi postawili w tym miejscu kościół. Świątynia nie przetrwała jednak do dziś gdyż...

3. Zapadły kościół.

Wspomniany wcześniej kościół jak i bijące w jego pobliżu źródełko z cudownej mocy wodą stały się wkrótce znanym miejscem do którego ściągali liczni pątnicy. O tym, że istnienie kościoła nie jest tylko legendą niech świadczy fragment "Peregrynacji dziadowskiej" opublikowanej w 1620 roku: "Nuż ondzie nad Frysztakiem co zowią Chełm w lesie, i tam cokolwiek nażebrze, ledwo z góry zniesie". Kościół funkcjonował i rozkwitał, aż do czasu gdy miejscowy hrabia postawił w jego pobliżu gospodę. Od tego czasu w okolicy zaczęło się źle dziać, ludzie stali się swarliwi, skorzy do bójek, nadużywania alkoholu i rozwiązłości. Miarka przebrała się, gdy późnym wieczorem w Wielką Sobotę grupa podchmielonych wieśniaków opuściwszy karczmę udała się do kościoła by tam kontynuować libację. Nocne niebo przeszyła potężna błyskawica której towarzyszył ogłuszający grzmot. Wtedy jeszcze nikt nie przeczuwał co się wydarzyło. Dopiero rankiem, kiedy mieszkańcy okolicznych wsi udali się na nabożeństwo z przerażeniem stwierdzili, że kościół zniknął. Nie znaleziono również swawolnych biesiadników. Inna wersja tej legendy również nawiązuje do owego szynku. Otóż w Wielki Piątek pijani chłopi namawiali miejscowego muzykanta aby im przygrywał do tańca. Ten jednak nie chciał bezcześcić świętego dnia i odmówił. Rozgniewana swołocz ruszyła na nieszczęśnika, który musiał salwować się ucieczką. Niestety, nie zdołał się ukryć i rozbestwiony tłum dopadł go niebawem. Skatowane zwłoki porzucono nieopodal nakrywając stertą gałęzi, która z czasem przekształciła się w krudę chrustu a ta z kolei w istniejącą do dziś górę Krudę. W obu przypadkach zakończenie jest jednak takie samo. W ramach kary za popełnione grzechy kościół a wraz z nim dzwonnica i pobliski cmentarz zapadły się pod ziemię. Pozostała jedynie stara, blisko 1000-letnia lipa która wskazuje gdzie to wszystko się działo. W jeden z jej konarów wrósł podobno krzyż z wieży kościoła i jest tam do dziś. Samo zaś drzewo krwawi przy próbach jego ścięcia. Czasami w Wielką Niedzielę, gdy przyłoży się ucho do ziemi można usłyszeć też bicie dzwonów zaginionego kościoła. Do dziś przetrwał też zwyczaj pielgrzymowania na Górę Chełm w Wielkanoc.

4. Pagórek muzykanta

Inna wersja legendy o górze Chełm mówi o epidemii cholery, wskutek której do kościoła na szczycie uczęszczało coraz mniej ludzi. Wyludnienie okolicy spowodowało, że z czasem świątynia, którą nikt się nie opiekował, popadła w zapomnienie i ruinę. Nim to jednak nastąpiło, w gospodzie, znajdującej się w pobliżu kościoła, odbywały się często tańce, zakrapiane wódką i miodem. Podczas jednej z takich zabaw, miejscowy muzykant odmówił grania z racji tego, że był to Wielki Piątek. To tak rozzłościło chcących bawić się w karczmie, chłopów, że wywiązała się bójka. Muzykant uciekł z gospody, ale ścigano go blisko dwa kilometry, aż w końcu złapano i zabito. Mordercy ukryli ciało pod stertą gałęzi, nawet nie przysypawszy ofiary ziemią. Od tego czasu, każdy przechodzący obok, dorzucał na wzgórek chrust, aż powstał spory pagór. Razu pewnego nowy gajowy, widząc stertę suchych gałęzi, niewiele myśląc, podpalił je. Od tego momentu każdej nocy dręczyły go koszmary. We śnie ukazywał mu się muzykant, który wołał: „Oddaj mi koszulę". Dopiero po jakimś czasie gajowy zrozumiał przesłanie snu, dlatego zwołał okolicznych chłopów, by naznosili z powrotem chrustu w miejsce „spoczynku" muzykanta i od tego czasu w tym miejscu istnieje pagórek.

5. Krew z Lipy

W pobliżu dawnego kościoła św. Heleny rośnie lipa - według lokalnej ludności niemy świadek zamierzchłej przeszłości. Po spróchnieniu środka drzewa, dwie części lipy zaczęły prowadzić samodzielny żywot. Do dzisiaj przetrwała tylko jedna z nich. Pozostałe resztki pnia pozwalają wyobrazić sobie jak wiekowe jest to drzewo - gdyby przeżyło w całości mogłoby mieć blisko 10 metrów obwodu. Drzewo to otacza tajemnicza aura, a miejscowi traktują go wręcz z sakralną czcią. Jedno z okolicznych podań ludowych mówi, że krzyż, który pozostał po zapadnięciu kościoła wrósł w to drzewo. Inne opowiada, że za dawnych czasów, kiedy jeszcze ludzie mieli chałupy w gęstwinie i żywili się leśną zwierzyną, garstka chrześcijan zbudowała sobie na szczycie kościółek. Podczas napadu na okolicę, kościół splądrowano i zniszczono święte obrazy, a Pan Jezus z jednego z nich „schronił się" w pobliskiej lipie. Kilkadziesiąt lat później ksiądz z Frysztaka miał nakazać ściąć to spróchniałe drzewo, ponieważ do niego należała ta część lasu. Kiedy chłopi zaczęli ścinać jedną z odnóg, na pniu w miejscu śladu po pile pojawiła się krew. Natychmiast przerwano ścinanie i od tego czasu nikt nie odważył się podnieć ręki na tę lipę.